Kuba Kwaśny
Aktualności Wróć do listy aktualności

"Kampania na żywo" - wywiad z Jakubem Kwaśnym - część 2

W drugiej części wywiadu Jakub Kwaśny mówi o roli kobiet na lewicy, możliwych powyborczych koalicjach i jednomandatowych okręgach wyborczych oraz zdradza, jakimi wypowiedziami częstuje swoje własne lustro :)


Przeczytaj też pierwszą częścią wywiadu

Maciej Kmita: Podziela Pan pogląd wielu komentatorów, że na przedbiegu kampanii to PiS narzuca jej główne tematy? Trzeba przyznać, że spoty i list Kaczyńskiego do premiera zdominowały ostatnio przekazy medialne…

Jakub Kwaśny: Nie podzielam opinii, że narzuca tematy, ale żałuję, że media i wielu komentatorów skupiają się na teatrze politycznym, na spotach, a nie na programach. To powoduje „tabloidyzację” debaty publicznej. Rzeczywiste tematy narzuca dzisiaj Sojusz Lewicy Demokratycznej, sukcesywnie odsłaniając kolejne obszary programowe. Mam nadzieję, że konsekwencja z jaką to robimy przełoży się na wynik wyborczy. Próżno bowiem szukać odpowiedzialnej i konkretnej debaty programowej wewnątrz innych partii.

A jednak programowe konferencje SLD nie przebijają się w mediach zbyt wyraźnie…

Takie czasy… media bardziej interesują się wzajemnym wyniszczaniem PO i PiS niż walką na programy. Dlaczego PO nie ogłosiło do tej pory żadnych propozycji? Ponieważ te z 2007 r. są nadal aktualne, prawie nic nie zostało zrealizowane. Nie mamy niższych podatków, nie ma poprawy w służbie zdrowia, podziału NFZ, obniżenia kosztów funkcjonowania administracji publicznej, odpartyjnienia Senatu, podziału MSWiA, w zamian mamy ograniczanie rozwoju samorządów, demontaż Funduszu Rezerwy Demograficznej i reformy emerytalnej. Jeżeli chodzi natomiast o SLD to myślę, że konsekwencja w prezentowaniu programu w efekcie przyniesie spodziewane efekty. Wyborcy docenią żmudną pracę i poważne podejście do polityki.

SLD wiele mówi o parytetach. Według dotychczasowych zapowiedzi w całej Polsce na listach Sojuszu będą tylko trzy „jedynki” dla pań (Piekarska, Prządka, Bańkowska). Czyżby skończyło się tylko na deklaracjach?

W 2007 roku Krystyna Łybacka w Poznaniu zwyciężyła z trzeciego miejsca na liście. Nie jest nigdzie powiedziane, że „jedynka” daje gwarancję mandatu. Na listach Sojuszu Lewicy Demokratycznej będzie dużo kobiet i będą one wysoko. Jednym z założeń jest to, aby w pierwszej piątce były przynajmniej dwie panie. Jestem odpowiedzialny za kształt listy w okręgu nr 15 i tu ta zasada zostanie dochowana. Na drugim miejscu będzie Iwona Tworzydło, magister sztuki, a zawodowo rolnik – ogrodnik, osoba aktywna społecznie i politycznie w powiecie bocheńskim. Kobiety są w polityce bardzo potrzebne; chciałbym, aby lista w moim okręgu była w pełni zbalansowana.

Katarzyna Piekarska zmuszona była jednak ustąpić miejsca Kaliszowi w najbardziej prestiżowym okręgu, jakim jest Warszawa…

To była decyzja Katarzyny Piekarskiej. Jest liderką mazowieckiego SLD, to na niej spoczywa odpowiedzialność za sukces wyborczy list w całym województwie. Podjęła słuszną decyzję w poczuciu odpowiedzialności za całą partię.

Zobacz, co pisaliśmy o sytuacji w mazowieckim SLD

Zdziwiło Pana, że w obecnej kadencji Sejm nie będzie głosował już nad projektami o in vitro i aborcji autorstwa SLD?

Ani trochę. Jak już wspomniałem; PO nie jest zainteresowane realizowaniem postulatów lewicowych. Przeciąganiem osób kojarzonych z lewicą – jak najbardziej, ale nie realizacją ich programu. Wygodniej jest mówić, gorzej jest zrobić. A Donald Tusk, jak i cała Platforma dużo mówią, a mało robią. To jest administrowanie, a nie rządzenie. A panowie Arłukowicz i Rosati są jak kochanki żonatego mężczyzny, wykorzystywane i mamione obietnicami, ale prędzej czy później zostaną porzucone.

Koalicja SLD z PiS jest tak egzotyczna, że aż nierealna? W końcu prezes Kaczyński przed II turą wyborów nisko ukłonił się środowiskom lewicowym….

A kto się wtedy nie kłaniał środowiskom lewicowym, proszę mi powiedzieć?! Prezydent Komorowski i Donald Tusk też puszczali oko do lewicowego elektoratu, wtedy lewica była w Polsce potrzebna. Po wyborach nie widzę woli PO, by wrócić do złożonych wtedy lewicy obietnic. To pokazuje, że w polityce można mówić wszystko, a najlepszym tego przykładem jest Marszałek Niesiołowski. O koalicjach należy mówić po wyborach, bo tutaj decydujący będzie werdykt wyborców, to oni wybiorą opcje którym zechcą powierzyć rządzenie krajem. Choć mi osobiście trudno sobie wyobrazić Jarosława Kaczyńskiego i Ryszarda Kalisza w ławach rządowych. Nie sądzi Pan, że to nijak nie pasuje do siebie?

Przewodniczący Napieralski jak ognia unika stanowczej deklaracji pt. „Koalicji z PiS nie będzie”. Wyborca, który chce zagłosować na Sojusz ma chyba prawo uzyskać zapewnienie, że nie otrzyma „PiS-u” w pakiecie…

Wyborca głosujący na SLD może być pewien, że głosuje na kandydatów SLD, a nie na Jarosława Kaczyńskiego czy Donalda Tuska. Gdyby spojrzeć na PO i PiS, to przecież te dwie partie określały się kiedyś mianem „przyjaciół”, wspólnie startowali w wyborach samorządowych, wspólnie zagłosowali za powołaniem CBA, a Jarosław Gowin bardziej przypomina Kaczyńskiego niż Tuska. Te dwie partie więcej dzisiaj łączy niż dzieli, choć żadna z nich nie chce się do tego przyznać. Gdy Ryszard Kalisz ogłosił swój raport i wniosek jaki z niego płynie, pierwszym dystansującym się był Premier Donald Tusk. Jaką mamy pewność, że znów nie padną sobie w ramiona? Myślę, że dzisiaj bardziej prawdopodobny jest powrót POPiSu niż koalicja SLD-PiS. A przewodniczącemu Napieralskiemu wcale się nie dziwię, dlaczego ma pozwalać na to by stawiać się pod ścianą, dlaczego ma tłumaczyć się z retoryki, którą stosuje PO, by odebrać nam lewicowe głosy, strasząc taką dziwaczną koalicją.

Jednomandatowe okręgi wyborcze zwiększają szanse SLD na reprezentację w Senacie? W województwie świętokrzyskim lewica forsuje wariant „profesorski” (trzech profesorów w trzech jednomandatowych okręgach?) To może być dobre lekarstwo na słabe wyniki Sojuszu w bojach o miejsca w wyższej izbie parlamentu?

Nie jestem zwolennikiem jednomandatowych okręgów wyborczych, a przynajmniej nie w każdych wyborach; to, co dobrze sprawdza się w małych gminach, niekoniecznie sprawdza się w wyborach parlamentarnych. Obawiam się po prostu, że zostaną one po pierwsze zdominowane przez największe partie polityczne, po drugie przez osoby z zasobnym portfelem. Przykład senatora Stokłosy pokazał, że nie ważne są problemy kandydata z prawem, tylko odpowiednia ilość pieniędzy na kampanię. To rodzi obawę, że Senat nigdy nie stanie się „Izbą Mędrców” stojących na straży jakości prawa tworzonego przez Sejm. Bardziej przekonuje mnie pomysł albo całkowitej likwidacji Senatu, albo przekształcenia go w Izbę Samorządową. A pomysł kolegów z sąsiedniego województwa świętokrzyskiego bardzo mi się podoba, Senat kojarzy mi się właśnie z taką „Izbą Mędrców”, więc im więcej przedstawicieli świata nauki w Izbie Wyższej, tym lepiej.

Wielu politologów twierdzi jednak, że jednomandatowe okręgi rozbiją monopol partyjny… Czy zatem inicjatywa Rafała Dutkiewicza, który chce wprowadzić do Senatu osoby aktywne w poszczególnych społecznościach, ale niezwiązane z żadnym ugrupowaniem, jest skazana na porażkę?

To nie jest inicjatywa tylko Rafała Dutkiewicza, są w niej również inni prezydenci, jak chociażby prof. Jacek Majchrowski czy Tadeusz Ferenc. Przyglądam się tej inicjatywie z ciekawością i życzliwością. Gdyby jednak się udało przełamać monopol PO w Senacie, zweryfikuję swój pogląd na jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach do wyższej izby parlamentu.

Czy informacje jednego z posłów PSL, przytoczone zresztą przez nasz portal, że SLD ma kłopoty z „zapychaniem” list wyborczych to konfabulacje czy realny problem?

Jeżeli w okręgu tak trudnym dla lewicy jak okręg tarnowski na 18 miejsc na liście, ja mam ponad 25 chętnych; to o czymś to świadczy. Podejrzewam, że w innych częściach kraju jest jeszcze bardziej komfortowo. A listy Rada Krajowa SLD zatwierdzi dzień po Platformie. Problem mogą mieć chyba w PSL i PiS skoro tak zwlekają. A tak swoją drogą z tym „poinformowanym” posłem PSL jest jak z „życzliwym” sąsiadem, który zazwyczaj mówi o problemach innych, bo ze swoimi nie potrafi sobie poradzić.

To może na koniec pytanie z innej „beczki”: Ma Pan konto w ostatnio reklamowanej przez SLD grze „Second Life”? Czy takie rozwiązania pomogą Sojuszowi w pozyskaniu młodego elektoratu?

Przyznam szczerze, że nie mam. Nigdy jakoś specjalnie za grami komputerowymi nie przepadałem. Choć miałem zarówno kultowe Atari, Commodore 64 (śmiech), a później Amigę, ale na grze „Cywilizacja” się skończyło. SLD przyciągnie młody elektorat przede wszystkim tym, że jako jedyna partia jest autentycznie nowoczesna i stawia na młodych ludzi, czego jestem najlepszym przykładem. Wykorzystywanie różnych form aktywności na pewno nie zaszkodzi, może jedynie pomóc. Podoba mi się energia z jaką Łukasz Naczas potrafi zarazić nas nowoczesnymi formami kampanii wyborczej. To jednak program i ciężka praca, na którą składają się te wszystkie elementy, spowodują, że wynik SLD będzie znacznie lepszy od tego, który serwowany jest nam przez ośrodki badania opinii publicznej.

Czego Panu życzyć?

Jestem młody, mówią mi, że polityka mnie zepsuje. Dlatego proszę mi życzyć, żebym zawsze mógł spojrzeć w lustro i powiedzieć głośno „Kwaśny, jesteś przyzwoitym człowiekiem”

W takim razie życzę ponadto wielu przychylnych Panu luster :)

R@dny OnLine
Marcin Kwaśny
www.tomaszgebarowski.pl
www.agora.tarnow.pl
Akcja Pajacyk
www.tarnow.pl
www.fmstarnow.com
www.mrmtarnow.ovh.org
Krytyka Polityczna
www.filipbianche.pl
www.marcinzarod.pl